Komu tak naprawdę w życiu jest lepiej tym, którzy mają pasję czy tym bez pasji. Czym w ogóle jest pasja i jakie mogą być jej konsekwencje. O tym dowiesz się, czytając poniższy artykuł. Zapraszam!

Dziś aż ręka rwie mi się do pisania, a klawiatura drży.  I nic dziwnego temat jest wyjątkowy i jak w większości artykułów zainspirowany doświadczeniami, często mijających dni. 

Moje przemyślenia w temacie miały być lekkie i przyjemne oraz zakończone trafnym przesłaniem. Jednak po zbadaniu tematu nieco bardziej szczegółowo, okazało się, że nic takiego nie mogę zagwarantować.

Motyw będzie poważny, a na koniec z całą pewnością pozostawię miejsce na Wasze refleksje i przemyślenia. A to dlatego, że wcale nie muszą być zgodne z moimi. 

„Pasja” – to słowo ostatnio bardzo popularne, w mojej ocenie jednak niejednokrotnie nadużywane. Mam nieodparte wrażenie, że może być to związane z brakiem pełnych informacji na temat nie tylko definicji samego słowa, ale również jego etymologii. Na początek analiza pojęcia z różnych perspektyw, bo sądzę, że to nie jest bez znaczenia, gdyż tytuł artykułu może początkowo budzić kontrowersje.

Definicja słowa „pasja” wg słownika języka polskiego PWN to: “silne, namiętne przejęcie się czymś, zamiłowanie do czegoś”. 

W niektórych źródłach słowo pasja jest utożsamiane ze słowem hobby – co w moim przekonaniu jest zbyt dużym uproszczeniem. 

Bardzo spodobała mi się natomiast trzecia nowa definicja, do której jest mi najbliżej i którą znalazłam w internecie w artykule Mariusza Tomaszewskiego: „Pasja, to jest coś, co rodzi się w naszym wnętrzu, a jedynie jej wytwory uwidocznione są na zewnątrz. Pasja bowiem wiąże się zawsze z tworzeniem czegoś z wysiłkiem ze strony pasjonata a nigdy z konsumowaniem i biernością”. 

 Ja pozostanę więc przy ostatnim wyjaśnieniu.  

Zgodnie z obietnicą, jestem jeszcze Wam winna etymologię słowa. Otóż „pasja”to inaczej „męka pańska” z łacińskiego „passjo” od „pati”, które oznacza „cierpieć”. 

Wszystko zaczęło się w mojej głowie, w momencie, kiedy poznałam pochodzenie słowa „pasja”. Wówczas pomyślałam, że mam sporo zainteresowań, ale czy można je nazwać pasjami?

Z całą pewnością mam wokół siebie osoby, które mają nie tylko hobby, ale właśnie pasje. W dobie cyfryzacji mogę też patrzeć na różnych ludzi, których nigdy nie poznałam osobiście, ale to właśnie na podstawie obserwacji otoczenia śmiało postawię tezę, że lepiej jest mieć pasję niż jej nie mieć.  Nawet jeśli przychodzi taki moment, że cierpimy w konsekwencji „uprawiania jej”.

Przykłady, którymi się posłużę będą dotyczyły motor-sportu. Jest mi on ostatnio bliski. Na przykład taki Robert Kubica, kiedy  podczas jednego z odcinków specjalnych rajdu Ronde di Andora uległ poważnemu wypadkowi, podczas którego bardzo ucierpiała jego prawa ręka – groziła mu nawet amputacja, a w internecie nie brakowało negatywnych opinii: “Decyzja o starcie w tym rajdzie była kompletnie nieodpowiedzialna! Mało mu było ścigania w F1? Nie jestem sobie w stanie wyobrazić, by Vettel czy Alonso byli w stanie zrobić coś tak głupiego!”.

Dlatego w tym miejscu apeluję do wszystkich, którzy oceniają ludzi z pasją (prawdopodobnie są to osoby, które nigdy jej nie miały): nie hejtujcie, bo nie zrozumiecie.   

Ludzie, którzy mają pasję nigdy nie są samotni. Pasja powoduje, że widzą sens własnego życia.  Bardzo często u nich pojawia się efekt “przepływu” z angielskiego „flow” – który w psychologii jest stanem między satysfakcją a euforią. 

U osób realizujących pasję (w danym momencie) efekt ten powoduje, że wszystko inne przestaje istnieć. Co więcej jesteśmy wówczas gotowi sporo poświęcić, aby móc spełniać się. Dodatkowo koncentrujemy się wówczas tak silnie na danej czynności, że staje się ona jak oddychanie. Podczas doświadczania „przepływu” u człowieka z pasją nie pojawia się obawa przed porażką. Jest on tak skupiony/a na samej czynności, co powoduje, że nie zastanawia się nad ewentualnymi pozytywnymi, a także negatywnymi konsekwencjami swojego działania. 

Na chwilę zatrzymam się przy wątku dotyczącym negatywnych konsekwencji i często związanego z tym cierpienia. A robię to, ponieważ pojawiła się u mnie refleksja, podczas oglądania mistrzostw świata na żużlu, gdzie ponownie w wielkim stylu tytuł Mistrza zdobył Bartosz Zmarzlik. Komentatorem tego wydarzenia był Tomasza Golob jeden z najbardziej utytułowanych żużlowców w historii zarówno na arenie krajowej, jak i międzynarodowej, który w 2017 r. uległ poważnemu wypadkowi, w konsekwencji którego jest sparaliżowany od pasa w dół. 

W jego oczach zobaczyłam dwie emocje: pierwsza to cierpienie związane z brakiem możliwości czynnego realizowania pasji, jaką jest żużel. Druga emocja, to szczera  radość związana ze zwycięstwem Bartka  i możliwością komentowania tego wydarzenia. Czy Tomek, miałby siłę, by przechodzić kolejne operacje i walczyć o siebie – gdyby nie pasja i chęć powrotu do niej choć w małym stopniu?

Wracam więc do pytania tytułowego: Lepiej cierpieć z pasją, czy żyć w ogóle bez pasji? 

Ja nie mam najmniejszych wątpliwości, a pokazane przeze mnie przykłady można mnożyć. 

Na koniec odwołam się do słów brytyjskiego pisarza: Terry Pratchet powiedział: 

 „Wiesz co jest największą tragedią tego świata? Ludzie, którzy nigdy nie odkryli, co naprawdę chcą robić i do czego mają zdolności. Synowie, którzy zostają kowalami, bo ich ojcowie byli kowalami. Ludzie, którzy mogliby fantastycznie grać na flecie, ale starzeją się i umierają, nie widząc żadnego instrumentu muzycznego, więc zostają oraczami. Ludzie obdarzeni talentem, którego nigdy nie poznają. A może nawet nie rodzą się w czasie, w którym mogliby go odkryć.

Osobiście uważam, że trudno się z tym nie zgodzić!

A Ty jak myślisz? 

Życzę Wam udanego weekendu. Realizujcie pasje, jutro jest dobry dzień.