Oj, jak dawno już nic nie napisałam. Nie, nie jest mi głupio z tego powodu. Bloga traktuję wyjątkowo, piszę, tylko wtedy, kiedy czuję, kiedy mam coś ważnego do przekazania (ważnego w mojej ocenie). Dzisiaj będzie o spełnieniu i szczęściu, przez duże S. A dlaczego nie przez małe s, bo o wielkich rzeczach, czuję potrzebę mówienia głośno!Nie zamierzam w treści tego wpisu podawać definicji szczęścia, czy spełnienia. Choć, jeśli ktoś ma ochotę się z nimi zapoznać, to z całą pewnością znajdzie je w ogólnodostępnych źródłach. Ja będę się koncentrowała na własnej definicji, wynika, to z faktu, że mam nieodparte wrażenie, że dla każdego człowieka ten opis będzie zupełnie czymś innym.

Szczęście

DLA MNIE SZCZĘŚCIE, TO JEST TAKI STAN, KIEDY MIMO TRUDNOŚCI, JAKIE MAM LUB, JAKIE SPOTYKAM W ŻYCIU, DOKŁADNIE DOSTRZEGAM TE RZECZY, KTÓRE DAJĄ MI ABSOLUTNĄ RADOŚĆ I POCZUCIE SPEŁNIENIA. I CHOĆ TRUDNOŚCI, CZASEM SĄ WIELKIE, A CHWILE SZCZĘŚCIA I SPEŁNIENIA MAŁE, TO JEDNAK ILOŚĆ MA TU ZNACZENIE. BO PRZECIEŻ KILKANAŚCIE MAŁYCH SPEŁNIEŃ TO JUŻ CAŁY KOSZYK, KTÓRY BUDUJE WIELKIE SZCZĘŚCIE. Gdyby szczęście miało być jedną ważną w moim życiu sytuacją, to z całą pewnością byłby to ten moment, kiedy to zrozumiałam. Ciężko jest to wyjaśnić w sposób jednoznaczny, ale to jest stan, który w mojej ocenie pięknie zobrazował Phil Bosman mówiąc, że ze szczęściem bywa tak, jak z okularami , szuka się ich a one siedzą na nosie:) Ja się czułam właśnie tak, jak już je odnalazłam. Zorientowałam się, że ono jest cały czas ze mną, tylko ja nie do końca je dostrzegałam. Szczęście odnajduję w sytuacjach codziennych, również tych związanych z moim życiem zawodowym. Pisząc przypomniałam sobie o jednym z warsztatów w trakcie których młode Mamy dostrzegły, jak istotna jest relacja z samą sobą, jakie korzyści może przynieść, jak niewiele trzeba, aby ją nawiązać. To są te sytuacje, kiedy WIDZĘ na sali szkoleniowej uczestników, którzy świadomie podjęli decyzję o tym, że chcą tu być, wiedzieli po co idą i w jaki sposób będą chcieli wykorzystać zdobyte informacje. Moment, kiedy mogę być z najbliższym i cieszyć się wspólnym czasem. Mniejsze znaczenie ma ilość wspólnego czasu, okoliczności – liczy się JAKOŚĆ.

Aktualne doświadczenia

Mijający tydzień i cykl warsztatów w których uczestniczyłam w Międzynarodowym Tygodniu Coachingu odsłonił jeszcze więcej dobrego. Dobrego we mnie i w mojej głowie. Magia się zadziała, praktycznie w każdym warsztacie nad czymś pracowałam, a na ostatnim, pochyliłam się nie tylko nad tym, jakim jestem coachem, ale przede wszystkim, jakim jestem człowiekiem i to dla mnie kolejne szczęśliwe odkrycie. Rozmowa i dyskusja o byciu autentycznym człowiekiem odsłoniła mi kolejne okna na spełnienie. Tak, to takie proste. Dzisiaj z dumą mogę powiedzieć nie jestem i nie chcę być i mam nadzieję, że nigdy nie będę kopią, falsyfikatem ani przeróbką. Jestem najlepszą wersją siebie, dbam o swoje nieograniczone pokłady akceptacji dla siebie i dla drugiego człowieka, o ciekawość poznania, dbam o to, aby nie oceniać, dbam o wolność drugiego człowieka, ale dbam też o swoją wolność. Nawet, jak piszę moja buzia się śmieje, to niesamowite, jak w ciele można poczuć emocje i prawdę). Na myśl o przyszłości czuję ekscytację, a pisząc przyszłość myślę o najbliższych minutach, godzinach, dniach – tak, bo to też jest przyszłość. Wykorzystuję teraz każdy moment…

Moje myśli

I już na koniec: zaskoczeniem dla mnie była również sytuacja, kiedy na prośbę Prowadzącego warsztaty o dokonanie wyboru karty, która symbolizuje, to, co hamuje mnie przed pełnym spełnieniem, odpowiedziałam: Nie wybieram!, bo już absolutnie nic mnie nie ogranicza, jestem, czuję i korzystam. Taką też przestrzeń tworzę dla innych do łapania szczęścia i samospełnienia. Piękne uczucie!