Jestem naprawdę podekscytowana, to mój pierwszy artykuł.

Dedykuję go wszystkim tym, którzy uważają, że brakuje im odwagi…

„Być odważną…”

Kiedy mówimy o odwadze? Czy jest różnica pomiędzy byciem odważnym w danej konkretnej sytuacji, a byciem odważnym po prostu w życiu? Czy da się w ogóle powiedzieć, że ktoś jest odważny w życiu?  A może prawdziwa odwaga jest wtedy, kiedy sytuacja jest ekstremalnie trudna, decyzja wymaga odwagi, a my rezygnujemy z jakiś powodów, pozostawiając wybór np. losowi– może, to właśnie zrezygnowanie w porę jest aktem odwagi?

Jak rozróżnić te sytuacje, czy to jest w ogóle możliwe? Czy złożenie wypowiedzenia w okresie pandemii jest aktem odwagi…i jak to się ma do sytuacji, kiedy np. podejmujemy trudną decyzję oddając organy innemu człowiekowi. Olbrzymi kontrast prawda?

Odpowiecie: To zależy! Jako trener nie lubię tej odpowiedzi, bo sądzę, że jest ona mało satysfakcjonująca dla uczestników szkoleń. Ale może to właśnie jest dobry trop. Tz. odpowiedzieć: „To zależy” i nie myśleć później już o tym.

Mam teraz w głowie szereg pytań, wszystkie krążą wokół aktów odwagi.

          To mój pierwszy artykuł na blogu. Jeśli ktoś zaglądał na mojego wideobloga, to dobrze wie i rozumiem, dlaczego rozpoczynam od tematu związanego z odwagą. Jest mi on aktualnie bardzo bliski.

Kiedyś uważałam siebie za strachliwą, mającą duże trudności w podejmowaniu decyzji. Dziś zgodnie z tezą Jacka Walkiewicza: ”Zmień swoje słownictwo, a zmienisz swoje życie” – odpowiem z pełnym przekonaniem: Tak ja jestem odważna! Ale od kiedy? To w ostatnim czasie spojrzałam na siebie w perspektywie kilkunastu lat i już mam pewność, że odwaga towarzyszy mi od dawna, a trudne decyzje – to duża część całego mojego życia.  Najbardziej zaskoczyło mnie jednak to, że odwaga w moim przypadku rozpoczyna się w sferze osobistej. Ma ona swoje podwaliny już w dzieciństwie, kiedy to mierzyłam się z dziecięcymi problemami bez obecności mojego Taty, który odszedł, kiedy miałam 12 lat.

A praca zawodowa? Przez całą moja ścieżkę zawodową przedzierałam się przez knieje strachu i robiłam to… z sukcesami.

Dorosłość? Co z nią? Otóż pewnie Was zaskoczę: knieje i gęsty las trudnych decyzji nie przerzedził się, ale na szczęście siła charakteru z bagażem wcześniejszych doświadczeń umocniła się. Zarośla niepokoju nie były już takie niemożliwe do przejścia. Zapytacie, dlaczego? Otoczona zostałam osobami, które odwagę miały we krwi i pozwoliły mi przejść przez puszczę bez strachu i  większych trudności. I co najważniejsze zrobiły to nie przez wycięcie drzew i zarośli – to byłoby nieekologiczne i niehumanitarne, nie podały mi również kombinezonu ochronnego, który ułatwiłby pokonanie tej drogi. Stworzyły jednak nadzieję i gotowość wsparcia w poszukiwaniu właściwej drogi.  To sprawiło, że dostrzegłam odwagę w sobie.

Idę dalej. Czyż macierzyństwo i rodzicielstwo nie są aktem odwagi? Czy tchórz podejmuje się wyzwań tego rodzaju? Bierzesz odpowiedzialność za nowych ludzi na tym świecie ze świadomością, że w przyszłości nie możesz ich ochronić, a jedynie ostrzec przed trudnościami tego świata.

A walka z chorobą jest aktem odwagi czy powiedzenie sobie będę walczyła, nie dla innych, a dla siebie ma sens? Wreszcie podejmowanie konsekwentnej praca nad swoimi słabościami – czy to nie akt odwagi?

  Teraz jak na to wszystko patrzę, to myślę sobie, że skok w przepaść ze spadochronem w wieku 40 lat z kręgosłupem w kiepskiej kondycji nie jest wielkim aktem odwagi, a jedynie kolejnym krokiem w dochodzeniu do niej.

Jestem ….. Czuję się odważna a Ty?