Wpis dedykuję ostatnio poznanym studentom…
No dzisiaj to już po prostu chcę napisać, klawiatura rozgrzana. Oj, jak ja lubię to! Jest wokół tyle rzeczy, które ostatnio dostrzegam i uwielbiam. Czasami jak mam wolniejszy poranek wstaję i nie mogę się zdecydować, którymi z moich ulubionych rzeczy zajmę się dziś.
Ostatnio na jednym z kanałów trafiłam na rozmowę z leśnikiem, który opowiadał o radości zwierząt. W trakcie pokazywał na filmie, w jaki sposób zwierzęta okazują emocje. Muszę powiedzieć, że taniec żurawia naprawdę mnie zaskoczył – to było jak występ na dużej scenie dla ogromnej publiczności.
Nie muszę Wam mówić jak zdziwiona byłam, kiedy poznałam powód, dla którego ten żuraw tak tańczył. Co ważne wokół niego, nie było nikogo innego, żadnych widzów – no może poza zamontowaną kamerą leśnika- ale o tym wcale nie musiał wiedzieć. Jak tak popatrzyłam chwilę na jego pozytywne emocje– to zobaczyłam siebie. Tak, tak w głębi duszy też tak tańczę. Wokół dzieje się bardzo dużo i to nie tylko teraz – uświadomiłam sobie, że tak było zawsze. Ale ja dopiero od jakiegoś czasu nauczyłam się to dostrzegać, brać i cieszyć się tym tak na 100%.
A żuraw? On tak tańczył, bo po 12 godzinach wysiadywania jaj został zmieniony przez innego żurawia, więc cieszył się, że wyrwał się i może zrobić coś dla siebie.
To niebywałe – ale ja mam dokładanie tak samo teraz. Taniec odprawiam już nie tylko w co drugi weekend, kiedy mam zajęcia i rozwijam swoje umiejętności, ale każdego dnia. Bo ze szczęściem jest trochę jak z pieniędzmi, leży na ziemi tylko trzeba się po nie schylić.
Ja zaczęłam to robić. Aby było jasne: wszystkie rzeczy, które do tej pory spędzały mi sen z powiek nadal są, ale ja nauczyłam się inaczej na nie patrzeć.
Może dlatego, że ostatnio jestem w ciągłym procesie coachingowym i to z każdej strony: coacha i klienta. Odnalazłam w tym wiele nowych niekończących się możliwości. Ciągłe wnioski i refleksje płynące od ludzi powodują rozmaite emocje: bardzo często zdziwienie, zaskoczenie, radość, smutek, śmiech, łzy, czy zupełnie indywidualną refleksję i wnioski tylko dla siebie, takie, którymi człowiek nie chce się dzielić.
Dziękuję za to całej grupie ludzi, których poznałam, dziękuję, że pozwoliliście się bliżej poznać! Dziękuję za Waszą otwartość na poznanie mnie i innych ludzi.
Jest coś jeszcze, co dało mi potężny zastrzyk energii, a mianowicie, to, że nie musz być perfekcyjna we wszystkim co robię. Odnalazłam w sobie gotowość, do tego, aby dać sobie odrobinę przestrzeni na popełnianie błędów.
To okazuje się mocno wyzwala i co więcej w moim przypadku sprawiło, że jak już pozwoliłam sobie na drobne niedoskonałości, to okazuje się, że….nie dostrzegam ich, a może w ogóle ich nie ma.
Dlaczego o tym mówię, bo uważam, że tak trzeba, bo chciałabym pokazać drogę do akceptacji i szczęścia zarówno w sferze zawodowej jak i prywatnej – ono naprawdę nas otacza. I więcej sądzę, że daje sporo przestrzeni nam i najbliższym.
Dlaczego jeszcze? To proste, jest pandemia, nasze życie radykalnie zmieniło się, często towarzysz mu strach związany z własnym zdrowiem i zdrowiem bliskich. Świat, który zamknął drzwi w obawie przed nią – nie dajmy się jednak zwariować, zachowajmy równowagę. A w przypadku dzielenia się pozytywnymi emocjami nie zachowujmy jej, śmiejmy się jak najczęściej czasami z siebie, a czasami do siebie, do bliskich do znajomych.
Bądźmy jak żurawie, które mają wolne od „wysiadywania jaj”. Pozdrawiam Was i życzę udanego dnia!
To bardzo trudne (przynajmniej dla mnie) tak zatańczyć dla siebie… wciąż często tkwi w nas, kobietach ta nieszczęsna wizja “matki Polki” żyjącej i myślącej o wszystkich tylko nie o sobie. I brak umiejętności cieszenia się z “przerwy w wysiadywaniu jaj” 😉 Ale uczyć się tego trzeba zawsze, w końcu się uda 🙂
Dziękuję za komentarz. Zgadzam się, że “zatańczyć dla siebie nie jest łatwo”, ale jest to możliwe i jak już się jest gotowym, to okazuje się, że nie jest to tak bardzo skomplikowane, jak mogło się wydawać, a szalenie potrzebne:)